Być może nie dość dokładnie podkreśliłam, więc jeszcze raz, żeby nie było wątpliwości.
W związku z tym, że nie jesteśmy profesjonalnymi fotografami, a na wycieczki i wyprawy jeździmy w celach poznawczych - nie jak grupa japońskich turystów, pstrykających na prawo i lewo, bez opamiętania - nie staramy się, żeby nasze zdjęcia były cudnej urody.
Mają one dla nas znaczenie wspomnieniowe, traktujemy je jako rodzaj pamiętnika.
Szczególnie podczas TEJ wyprawy jakość zdjęć jest sprawą drugorzędną: nie pojechał na nią nasz główny aparat, tylko zwykła, acz pancerna "małpa", do tego fotograf jest jednocześnie kierowcą, więc wiele ciekawych miejsc fotografuje w biegu, wiele z nich zwyczajnie umyka.
"Hej, Przygodo!" to hasło zaczerpnięte z naszej ukraińskiej Przygody Krymskiej. "Hej, Przygodo!" - tylko tyle można powiedzieć, wybierając się na inny kontynent busem, który - ledwie odratowany i doprowadzony do jako-takiego ładu przez niezawodnego M., ma służyć za dom, walizkę, środek transportu i wszystko to, co jest potrzebne w trzytygodniowej podróży.
No to w Drogę!
No to w Drogę!
środa, 28 marca 2012
Pustynia 1
Po noclegu w szczerym polu, które tu powinno nazywać się raczej szczerą pustynią, Ekipa raźno zbiera się do dalszej drogi:
Śniadanie w przydrożnym barze, obok stacji benzynowej:
I ostatnie migawki z cywilizacji:
Czy dzisiejszy dzień będzie tym, w którym dotrą do - niemal mitycznej już - WIOSKI?
Przed zjazdem na pustynię, jak każą wskazówki i namiary na WIOSKĘ, Ekipa zaopatruje się w drewno, żeby - w razie potrzeby - móc zanocować przy ognisku gdziekolwiek bądź.
Mamy i PUSTYNIĘ.
I niespodziewanie - źródełko...
...tuż obok spękanej ziemi.
Po szybkim odświeżeniu się w źródełku - mokrym, acz średnio przyjemnie pachnącym, nabierają nowych sił i wiatru w żagle - dzielnie ruszają dalej w poszukiwaniu CZEGOŚ pośród NICOŚCI.
Poszukiwania komplikuje zupełnie niespodziewana na pustyni przygoda: piasek próbuje pochłonąć busy....
I kiedy naprawdę - naprawdę przekonują się, że znajdują się pośrodku NICZEGO i na pewno dziś żadnej wioski nie znajdą, postanawiają zanocować - TU.
Śniadanie w przydrożnym barze, obok stacji benzynowej:
I ostatnie migawki z cywilizacji:
Czy dzisiejszy dzień będzie tym, w którym dotrą do - niemal mitycznej już - WIOSKI?
Przed zjazdem na pustynię, jak każą wskazówki i namiary na WIOSKĘ, Ekipa zaopatruje się w drewno, żeby - w razie potrzeby - móc zanocować przy ognisku gdziekolwiek bądź.
Mamy i PUSTYNIĘ.
I niespodziewanie - źródełko...
...tuż obok spękanej ziemi.
Po szybkim odświeżeniu się w źródełku - mokrym, acz średnio przyjemnie pachnącym, nabierają nowych sił i wiatru w żagle - dzielnie ruszają dalej w poszukiwaniu CZEGOŚ pośród NICOŚCI.
Poszukiwania komplikuje zupełnie niespodziewana na pustyni przygoda: piasek próbuje pochłonąć busy....
I kiedy naprawdę - naprawdę przekonują się, że znajdują się pośrodku NICZEGO i na pewno dziś żadnej wioski nie znajdą, postanawiają zanocować - TU.
wtorek, 27 marca 2012
Góry Atlas
Wyjazd z Zagory, choć opóźniony przez awarie, wymagające natychmiastowej interwencji, doszedł wreszcie do skutku i Grupa ruszyła przez góry, z zamysłem dotarcia do WIOSKI, celem dostarczenia darów, w kierunku Agadiru.
Jeden z miejscowych środków transportu:
Współtowarzysze dziwują się, że Marokańczycy, po krótkiej wymianie zdań, zaczynają D. nazywać bratem i wyraźnie wyróżniają go spośród reszty członków Wyprawy....
Biesiada dobiega końca i Ekipa rusza dalej - już wiadomo, że nie dotrą dziś do Agadiru, ale będą jechać do zmęczenia, wtedy znajdą jakieś miejsce na nocleg w pustyni.
Jeden z miejscowych środków transportu:
I w drogę!
Przez góry:
Nieco płaskowyżu:
Niekiedy miasta wyłaniają się z piasku i kamieni zupełnie znienacka:
Pustynia pustynią, ale i tu zdarzają się opady:
I znowu góry:
Dzika Fauna:
Widoczki:
Tubylcy są przyjaźnie nastawieni do osobliwej karawany:
Miejscowe "blokowisko":
Dla uspokojenia emocji, wywołanych awarią hamulców jednego z busów na górskich serpentynach, Ekipa zatrzymuje się na kolację. Jak się okazuje, zupełnie spontanicznie kolacja zamienia się w sympatyczny koncert, połączony z tańcami.
Współtowarzysze dziwują się, że Marokańczycy, po krótkiej wymianie zdań, zaczynają D. nazywać bratem i wyraźnie wyróżniają go spośród reszty członków Wyprawy....
Biesiada dobiega końca i Ekipa rusza dalej - już wiadomo, że nie dotrą dziś do Agadiru, ale będą jechać do zmęczenia, wtedy znajdą jakieś miejsce na nocleg w pustyni.
poniedziałek, 26 marca 2012
Odpoczynek
Dziś był dzień stacjonarny: samochody odpoczywały, kierowcy również.
Trochę zwiedzania.
Targ:
Widok na Zagorę:
Zaprzyjaźniony warsztat:
I piękne autko:
No i odbyło się przekazanie części darów. A przy okazji coś, co lubimy w podróżach najbardziej (ja, D. i dzieciaki, czyli nasza rodzina) - zapoznawanie się z ludźmi, ich zwyczajami, codziennością, po prostu: życiem. Nie dla nas drinki z palemką w hotelu all inclusive. My wolimy prostą herbatę w serdecznej, domowej atmosferze, czas spędzony na rozmowie - prowadzonej niekoniecznie w jednym języku, niekoniecznie zrozumienie do ostatniego słowa, bardziej POROZUMIENIE. To jest kwintesencja podróżowania.
D. bardzo zadowolony, że miał okazję wejścia w interakcję z gościnnymi Beduinami. Przez te kilka dni pędzenia przez Europę, a potem jazdy przez Atlas, brakowało mu wyraźnie tego, co dla nas w podróżowaniu najważniejsze: ludzi i ich opowieści.
Jutro ruszają dalej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)