"Hej, Przygodo!" to hasło zaczerpnięte z naszej ukraińskiej Przygody Krymskiej. "Hej, Przygodo!" - tylko tyle można powiedzieć, wybierając się na inny kontynent busem, który - ledwie odratowany i doprowadzony do jako-takiego ładu przez niezawodnego M., ma służyć za dom, walizkę, środek transportu i wszystko to, co jest potrzebne w trzytygodniowej podróży.
No to w Drogę!

środa, 17 października 2012

Nie ma odwrotu....

Bilety zakupione. Wylot 28 grudnia z Frankfurtu. Dokładnie za dwa miesiące.
Powrót 15 stycznia.
Nowy Rok powitamy na afrykańskiej ziemi. Czy ja się kiedykolwiek tego spodziewałam?

poniedziałek, 17 września 2012

Szczepienia

Wykonano. Jeszcze seria przypominająca w grudniu. Ale gdyby trzeba było lecieć już teraz, jesteśmy gotowi.

piątek, 17 sierpnia 2012

Busy mają się dobrze

Mamy cykliczne raporty od przemiłych właścicieli kempingu, na którym zaparkowane są busy. Że czują się świetnie, mają zapewnioną opiekę bieżącą a nawet wymieniane niektóre części i opłacane stosowne i konieczne ubezpieczenia. Czekają...

czwartek, 17 maja 2012

Powrót...

Wiadomo było od razu, że do Afryki nie można - ot, tak sobie - pojechać i stamtąd - ot, tak sobie - wrócić. Jeszcze nie opadły emocje po pierwszej afrykańskiej przygodzie, już zaczęto snuć plany wyprawy kolejnej. Wszak busy czekają....
 Zaprawieni i doświadczeni w bojach, poszukują atrakcyjnych cenowo biletów do Gambii. Ja rozpoczynam przygotowania Potomstwa i siebie do serii wymaganych szczepień...
Projekt: "Zima w Afryce" uważam za rozpoczęty.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Pożegnanie z Afryką


Tuż przed 10.00 zapakowano cały dobytek i ruszono w kierunku lotniska. To koniec afrykańskiej przygody. TEJ przygody, ponieważ - w związku z "Krówką" zaparkowaną w Gambii  - mamy bazę wypadową do kolejnych przygód.





Nie do wiary, że za dwanaście godzin spotkamy się w Warszawie......

niedziela, 8 kwietnia 2012

Casablanca

Witaj cywilizowany świecie!

http://pl.wikipedia.org/wiki/Casablanca

Przybyli do hotelu, sponsorowanego przez Marokańskie Linie Lotnicze, które odwołały samolot, przez co powrót z wyprawy opóźnił się o kilka dni.

Dzisiejszy, podarowany dzień, D. poświęcił na odpoczynek w luksusie oraz zwiedzanie. Podobnie reszta ekipy. Luksus odpoczynku dla D. wygląda tak:






W szczególności zaś tak:



Ja zaś - w ramach małżeńskiej solidarności - obejrzałam sobie film - jakżeby inaczej - "Casablanka", który od prawie 20 lat szczerzył na mnie zęby z półki z napisem "klasyka - musisz to obejrzeć". Niezła okazja się trafiła, czemu z niej nie skorzystać? (film zaliczam do kategorii: "dlaczego zachwyca, skoro nie zachwyca?").
Potem szukaliśmy połączenia między Berlinem a Warszawą i już-już miałam przypięte wrotki, żeby jechać tam Landkiem, ale chyba udało nam się znaleźć samolot. Jutro się okaże. Jak wszystko pójdzie po naszej myśli, to jutro o tej porze będziemy już razem. I dobrze!


sobota, 7 kwietnia 2012

Banjul

Nie było łatwo przekroczyć granicę...Nie było łatwo przepłynąć promem na gambijską stronę rzeki Gambia - samochody weszły "na ścisk", do tego jeden z nich niebezpiecznie wystawał za burtę, co  - mimo zapewnień personelu obsługującego prom, że "ok, ok" - budziło niepokój Ekipy. Fakt, za chwilę, na drugim brzegu, mieli zamiar rozstać się z samochodami, ale niekoniecznie od razu przez utopienie, wraz z dobytkiem.


Na szczęście udało się - późną nocą - dotrzeć do Banjul, odnaleźć polecany parking i przenocować - ostatni raz z samochodami.

Rankiem rozpoczęto proces pakowania i czyszczenia aut:
 



(nie, nie, to nie są muszelki, które wygrzebano z zakamarków i czeluści samochodów, to są  tubylcze muszelki)

Nieopodal kempingu, krajobraz wygląda tak:


Także - można powiedzieć - auta zostaną porzucone w rajskich warunkach....


Ostatni, wieczorny rut oka na poczciwą Krówkę, która dzielnie i - niemal bezawaryjnie - dojechała do celu:




Nie dociera do mojej świadomości, więc muszę to napisać: mamy samochód zaparkowany w Gambii. Jest nasz. Wystarczy wsiąść w samolot i za parę godzin będziemy tam, gdzie Mućka. Wystarczy wsiąść do Krówki i - Afryka przed nami!


O 1.00 w nocy Towarzystwo odlatuje do Casablanki. Przez Gwineę (nigdy nie zrozumiem pomysłów linii lotniczych, ale z mojej znajomości geografii wynika, że Gwinea jest na południe od Gambii, zaś Casablanca na północ....). Potem do Berlina. A potem to już czymkolwiek do domu, byle szybko.